Rozwijane Menu

22 listopada 2019

Kuba – dzień 5 – Santiago de Cuba – ucieczka do Camaguey

Śniadanie... No... Było słabo. Zamawiając tortille z warzywami zupełnie nie spodziewałyśmy się bułki z hmm...no właśnie – nie do końca wiadomo z czym. Niestety tylko Beata była w stanie zjeść swoją bułę, reszta mocno walczyła, ale walkę przegrała. Nawet niedopiłysmy piwa ponieważ pływały w nim cuda (serio, a nie należymy do tych „obrzydliwych”).

Po niezjedzonym śniadaniu, ruszyłysmy na wycieczkę, którą umówiłyśmy dzień wcześniej z Che Che. Niestety Che Che zrobił nas w jajo... Miałyśmy jechać super nowym samochodem, a pojechałyśmy starym fordem...
Zaczęłyśmy od fortu, który jest wpisany na listę UNESCO. I przyznać trzeba, że zrobił na nas wrażenie.

Kuba – dzień 4 – Santiago de Cuba


Ale co my tu robimy? Ledwo wysiadlysmy z autobusu. Dobrze nie udało nam się rozprostowwc nóg po 13 godzinnej podróży, a tu już – „taxi, taxi?” „casa”? „City tour?” Przed wyjazdem wyczytałyśmy, że dobrze załatwić sobie case (pokój) już na dworcu ponieważ taksowkarzn zawiezie nas bezposrednio pod dom, a do centrum i tak trzeba wziąć taxi.. Nie jest to do końca prawda, ponieważ do centrum z dworca jest jakies 2km. Można sobie zrobić przyjemny spacerek, a na miejscu załatwić sobie case.

19 listopada 2019

Kuba – dzień 3 – podróż

W dniu dzisiejszym wstaliśmy bardzo wcześnie bo o 5:30, nasz bus startował z Viniales do Hawany o godzine 8:00, a pan u którego kupowaliśmy bilety powiedział, że mamy być 1,5h przed odjazdem. Okazało się to nieprawdą bo wystarczyło być tylko 30 minut wcześniej...

17 listopada 2019

Kuba - dzień 2 Viniales

Po zwalczeniu tzw. jetlaga, dzień drugi zaczął nam się bardzo wcześnie. Przywitałysmy go na dachu naszej „kasy” oczekując wschodu słońca. Niebo było zaniesione i bure, a w koło roznosił się koguci koncert. O 6:30 wszystkie koguty z sąsiedztwa zaczęły przekrzykiwać się jeden przez drugiego.

15 listopada 2019

Kuba - dzień 1

Zaczniemy od zagadki matematycznej:
Ile godzin zawiera się w jednej dobie? ...? Podpowiedź: nie, nie 24h. Po dłuższym zastanowieniu, odpowiedź była zaskakująca nawet dla nas! Nie wiem czy ma to znaczenie, że ów omawianym dniem jest 13. dzień miesiąca, ale nasz „ciekawy przypadek” miał aż 30h. Nie mozliwe? A jednak... Zagięcie czasu i przestrzeni wchłonęło aż 6h i zajęło jakieś 3 pory roku – chłodną jesień w Warszawie, ostrą zimę w Toronto i środek lata w Havanie. 3 samoloty, sumarycznie 4 państwa i już jesteśmy na miejscu. 
Na lotnisku wymieniamy euro na peso wymienialne i już jesteśmy gotowe by zaszaleć.
Przygodę zaczynamy w północno-zachodniej części Kuby w Vinialez, do którego docieramy o 3 nad ranem, 14. Listopada. Kierowca, który zabrał nas z lotniska w Havanie, mknął swym starym peugeotem 106 tyle ile maszyna pozwoliła – jakies 100/h przez ok. 180km (patrząc na zewnętrzny i wewnętrzny stan samochodu – było to osiągnięcie samo w sobie).
Vinialez przywitało nas ciemną nocą i otwartymi ramionami gospodarzy. Pierwszy nocleg w „casa dra. Anara i Didier” przebiegł zbyt szybko w porównaniu do 36h podróży.