Rozwijane Menu

09 października 2017

Zwiedzamy Bangkok

Godzina 7. Budzik nieustannie woła „czas wstawać”,  ale czemu czujemy się takie zmęczone? Jet lag jest wyjaśnieniem wszystkich naszych problemów. Po wyłączeniu budzika, zrobiłyśmy sobie jeszcze 20 minutową drzemkę. Przecież w Polsce jest 2 w nocy. Szybkie pakowanie, zdanie klucza i ruszamy.

Pierwsze kroki kierujemy do knajpy ze śniadaniem, a później pozostaje zwiedzanie, które zaczęłyśmy od fortu Phra Sumen, do którego nogi nas same poniosły.



Stamtąd wzięliśmy tuk tuka (5 thb za osobę), który zawiózł nas do 3 świątyń z posągami buddy lucky, standing i happy. Zwiedzamy, temperatura wysoka, pot się leje...


Co rusz trzeba się nawadniac. Gdy podziękowałyśmy panom z tuk tukow zaczeęłyśmy dużo wolniejsze zwiedzanie. Wychodziłyśmy do świątyń, które wydawały się być ciekawe. Dzięki temu trafiliśmy do kilku naprawdę fajnych świątyń.


 Wat Mahannapharam,


Wat Thepthidaram. Niestety tego dnia dostałyśmy także smutną informację, że ze względu na pogrzeb króla (który zmarł rok temu) nie będziemy mogły wejść do pałacu królewskiego ani nie dostaniemy rzadnej mapy miasta ponieważ fabryki nie pracują. Będziemy musiały jeszcze raz wrócić do Tajlandii.
Za to po drodze między Światyniami znalazłyśmy miejsce z ulicznym jedzeniem.

 Pychota. Podczas jedzenia zaczęła sie ulewa . Padało prze bitą godzinę, a my siedziałyśmy sobie pod zadaszeniem (tym razem się udało).
Po obiedzie kolejna świątynia.



 Wat Ratchanatarm i złota góra, na którą wybrałyśmy się specjalnie przy zachodzie słońca tak by zobaczyć miasto za dnia i nocą.


Po małym zagubieniu w uliczkach wróciłyśmy na khao san gdzie po zaspokojeniu naszych potrzeb (prysznic, drink,  internet) poszłyśmy na kolację.

Kolejna dobra miejscówka gdzie wszytko smakowało.  Po drodze do hostelu rozdzieliłyśmy się i część z nas poszła na masaż, a część do pokoju gdzie po drodze kupiłyśmy rozne rarytasy w tym miks robaków.

Wieczór spędziłyśmy  przesympatycznie z robakami i czymś do zapicia ich   Wielkie zdziwienie ponieważ praktycznie każdy spróbował robaka. Najlepsze okazały się koniki polne,  larwy,  małe robak, a najdziwniejsze były zuki oraz karaluchy, które smakowały jak moczone w perfumach.  Przy salwie śmiechu zakończyliśmy dzień po 2 nocy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...