Rozwijane Menu

14 sierpnia 2018

Mała Farta i uciekający cel Mały i Wielki Rozsutec

Na pewno zdarzyła Ci się sytuacja kiedy to pogoda mocno pokrzyżowała Twoje plany. Nie inaczej było w naszym przypadku podczas wypadu na Małą Fatrę. Pierwsze podejście zakończyło się fiaskiem. Wyjeżdżając w domy z burzy, z nadzieją, że "tam" na pewno nie pada (w końcu to prawie 200 km dalej!) dostałyśmy informację, że w Milówce (która jest jedynie 50 km, od Małej Fatry) też jest burza... Zawracamy w okolicy Czechowic-Dziedzic, tym razem z życzeniem i nadzieją na paskudny dzień. I niech słońce nie odważy się wychodzić! Ostatecznie okazało się, że na Fatrze pogoda była całkiem niezła, a nam pozostało "żałować".
Nie odpuszczamy, na Fatrę wybieramy się tydzień później. Mimo równie kiepskiej pogody i jeszcze gorszych prognoz, decydujemy się jechać. Dojeżdżamy bez deszczu. Szczyty jednak za chmurami. Nie pada, więc nie ma źle. Bez zastanowienia, pakujemy się i idziemy. Oczywiście z marginesem zdrowego rozsądku - jak będzie burza to wrócimy.
 
Nie czytałyśmy wcześniej zbyt wiele o Małej Fatrze. Wiedziałyśmy, że mają być sztuczne ułatwienia, jakieś drabinki itp., ale nie spodziewałyśmy, że będzie ich tak dużo co bardzo NAS ucieszyło. Pierwsze nasze skojarzenie z tym miejscem - Słowacki Raj.