Rozwijane Menu

19 listopada 2019

Kuba – dzień 3 – podróż

W dniu dzisiejszym wstaliśmy bardzo wcześnie bo o 5:30, nasz bus startował z Viniales do Hawany o godzine 8:00, a pan u którego kupowaliśmy bilety powiedział, że mamy być 1,5h przed odjazdem. Okazało się to nieprawdą bo wystarczyło być tylko 30 minut wcześniej...

17 listopada 2019

Kuba - dzień 2 Viniales

Po zwalczeniu tzw. jetlaga, dzień drugi zaczął nam się bardzo wcześnie. Przywitałysmy go na dachu naszej „kasy” oczekując wschodu słońca. Niebo było zaniesione i bure, a w koło roznosił się koguci koncert. O 6:30 wszystkie koguty z sąsiedztwa zaczęły przekrzykiwać się jeden przez drugiego.

Po śniadaniu ruszylysmy na poszukiwania taksiarza imieniem Miquel Alwarez. Poprzedniego dnia zaproponował nam prywatną wycieczkę w cenie biletu autobusowego. Niestety nie udało nam się go znaleźć, ale wiedząc jaką cenę nam proponował, po krótkiej negocjacji wsiadlysmy do błyszczącej, żółtej taksówki marki nsm nieznanej...
Pierwszym punktem programu była jaskinia „indian cave” czyli jaskinia indiania. Niesamowite żłobienia, imponująca wysokość i króciutkie przepłynięcie się motorówką rekompensowały zaduch i brak przepływu powietrza  Warto nadmienić, że przed wejściem zzostałyśmy „naciągnięte” na drinka z trzciny cukrowej z sokiem ananasowym i rumem – słodkie, ale dobre ;)
Dalej ruszylysmy do jaskini St. Miquel, która niegdyś była jaskinią niewolników. Do przejścia było całe 120m, na końcu których „czychalo” na nas dwóch ciemnoskórych obywateli śpiewających jakąś dziwną pieśń... Ponadto jeden z nich wykonał taniec z pochodniami, którego finał zakończył się w jego gaciach – właśnie tam ugasił płonącą pochodnię...

Kolejnym i chyba najbardziej rozpoznawalnym miejscem doliny Vinialez jest ogromny mural przedstawiający historię/teorię ewolucji. Zupełnie inną niż ta, ktorej popularnie uczymy się w szkołach. Otóż Kubańska ewolucja zaczeła się od ślimaka i zdecydowanie pominęła etap mały. Wysoki na ponad 100m mural tworzony był przez 4 lata. Uczestniczyło w tym 18 osób. Efekt jest nieco kiczowaty, ale jest to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Kuby.
Ostatnim miejscem postoju był punkt widokowy wzniesiony nad doliną. Niestety przejrzystość powietrza nie była powalająca...


Po powrocie do centrum miasta, skoczyłyśmy na szybką pizzę. Jak to mówią „zada nie urwało, ale dalo się zjeść”
Do zwiedzenia pozostał nam wspomniany we wcześniejszym wpisie ogród botaniczny, położony niemal w centrum miasta i zajmujący około 1 hektara powierzchni. Został założony przez dwie siostry, które nie były pochodzenia kubańskiego. Znajdują się w nim egzotyczne (dla nas) drzewa i krzewy. Wejście jest darmowe. Po ogrodzie oprowadza przewodnik. Na zakończenie wycieczki można (choć nie trzeba, ale jednak wypada) pozostawić napiwek na w podzięce za usługę przewodnicką i na dalszy rozwój ogrodu.


A wieczorem obfita kolacja

15 listopada 2019

Kuba - dzień 1

Zaczniemy od zagadki matematycznej:
Ile godzin zawiera się w jednej dobie? ...? Podpowiedź: nie, nie 24h. Po dłuższym zastanowieniu, odpowiedź była zaskakująca nawet dla nas! Nie wiem czy ma to znaczenie, że ów omawianym dniem jest 13. dzień miesiąca, ale nasz „ciekawy przypadek” miał aż 30h. Nie mozliwe? A jednak... Zagięcie czasu i przestrzeni wchłonęło aż 6h i zajęło jakieś 3 pory roku – chłodną jesień w Warszawie, ostrą zimę w Toronto i środek lata w Havanie. 3 samoloty, sumarycznie 4 państwa i już jesteśmy na miejscu. 
Na lotnisku wymieniamy euro na peso wymienialne i już jesteśmy gotowe by zaszaleć.
Przygodę zaczynamy w północno-zachodniej części Kuby w Vinialez, do którego docieramy o 3 nad ranem, 14. Listopada. Kierowca, który zabrał nas z lotniska w Havanie, mknął swym starym peugeotem 106 tyle ile maszyna pozwoliła – jakies 100/h przez ok. 180km (patrząc na zewnętrzny i wewnętrzny stan samochodu – było to osiągnięcie samo w sobie).
Vinialez przywitało nas ciemną nocą i otwartymi ramionami gospodarzy. Pierwszy nocleg w „casa dra. Anara i Didier” przebiegł zbyt szybko w porównaniu do 36h podróży.