Rozwijane Menu

05 sierpnia 2014

Jedziemy w góry! 1111 zgłoś się!

Jedziemy w góry! Ale kiedy i gdzie? Z pytaniem „kiedy” było łatwo bo chórem stwierdziłyśmy, że w niedzielę, ale pytanie „gdzie” cały czas nas trapiło. Znalezienie celu staje się wyzwaniem ponieważ musimy znaleźć miejsce gdzie jeszcze nie byłyśmy, jest blisko i można zrobić kółko (aby wyjść z samochodu i do niego wrócić). Najpierw ja siedziałam nad mapą… później Beata… zastała nas noc. Co tu robić? Gdzie jechać? Monika przyjeżdża za 7 godzin, a my nie wiem gdzie jedziemy?? W końcu się udało! Beata wymyśliła trasę! :)

Poranek jak to poranek… spać się chcę i tyle. Pomińmy etap wstawania! Wsiądźmy zatem do samochodu… Po drodze jeszcze przerwa na stację benzynową. Ładujemy gazu do pełna i co? I cosik się samochód nie chce na gaz przeskoczyć. No nic – trudno się mówi – trza cisnąć dalej! Jedziemy pod Suchą Beskidzką do miejscowości Matusy (samochód zostawiamy koło przystanku). Stamtąd wyruszamy szlakiem zielonym w kierunku przełęczy Kolędówki. Pogoda cudna, ludzi na szlaku nie ma – nic tylko iść przed siebie. Naszym celem jest Jałowiec położony w paśmie Przedbabiogórskim liczący 1111 m.
Na samym początku znalazłyśmy drewniany Klasztor Sióstr Zmartwychstanek.
Nie widziałam nigdy takiego klasztoru. Wyglądał trochę jak ośrodek wczasowy :D Obok klasztoru znajduje się Izba Pamięci Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który przebywał na Siwcówce w latach 1960 – 67.
Po niecałej godzinie doszłyśmy do rozwidlenia szlaków na przełęczy Kolędówki. Z przełęczy można iść dalej szlakiem zielonym do Zawoi, żółtym w jedną stronę na Kiczore i Przysłop, a w drugą na Jałowiec na który zmierzałyśmy.
Po drodze zaszłyśmy do schroniska, które jest w trakcie remontu tzn. powiększania się. Do najtańszych nie należy, ale w końcu jest prywatne, a wszystko co w tym kraju określa się mianem „prywatne” jest drogie – ot co! W każdym bądź razie nie odmówiłyśmy sobie i kupiłyśmy z Beatą swojskie pierogi ze świeżymi jagodami i swojską słodką śmietaną. Normalnie palce lizać. Warto tam wrócić nie tylko dla samego pięknego widoku, ale także z powodu tak pysznych pierogów! Monika się wyłamała jedząc swój prowiant w postaci kaszy :) Posiedziałyśmy, odpoczęłyśmy i ruszamy dalej.
Na szczycie Jałowca zatrzymujemy się chwilkę aby popodziwiać pasmo Babiej Góry i Pilska. Jeszcze parę zdjęć i ruszamy dalej niebieskim szlakiem.
Doszłyśmy do rozwidlenia szlaków gdzie mamy do wyboru dwie opcje – trasę dłuższą (szlak niebieski) i krótszą (żółty). Ponieważ coś niedobrego zaczęło się dziać z samochodem stwierdziłyśmy, że jednak pójdziemy tą krótszą (w razie gdyby coś miało się całkowicie spsuć i musiałybyśmy wzywać pomoc drogową). Przynajmniej Monika była spokojniejsza! :)
Do samochodu docieramy po jakiś 3 godzinkach. Wsiadamy, odpalamy i jedziemy do domku :)
Trasa prosta, krótka – polecana dla każdego turysty. Jedynym jej minusem było zejście drogą asfaltową do samochodu - jakieś 20-30 minut.

Długość trasy: 11 km
Trasa: Matusy w Stryszawie Górnej (szlak niebiesko-zielony) -> Kolędówki (niebieski) -> Jałowiec (niebieski do rozgałęzienia szlaków niebieskiego i żółtego) -> 909 (niebiesko-żółty) -> do drogi -> Matusy
opcją dłuższą i fajniejszą (nie trzeba wracać asfaltem) to z rozwidlenia 909 idziemy dalej niebieskim szlakiem do przełęczy Cicha stamtąd niebieskim do Lechówki (niebiesko-zielonym) do Wsiórz i do Matus. 



Trasa proponowana fajniejsza:
Długość trasy: 12 km
Trasa: Matusy w Stryszawie Górnej (szlak niebiesko-zielony) -> Kolędówki (niebieski) -> Jałowiec (niebieski) -> Przełęcz Cicha (niebieski) ->Lechówka (niebiesko-zielonym) -> Wsiórz (zielony) -> Matusy